W naszych lasach łatwo można spotkać dzikie zwierzęta. Ślady sarnich, jelenich i danielich kopyt każdego dnia od nowa znaczą nasze pole wzdłuż i wszerz, ale często też wypatrzeć można ślady dzika, a od czasu do czasu spaceruje tu również łoś.
Mimo, że miło jest popatrzeć na zwinne łanie skubiące zieleninę, to jednak przyznać trzeba że są to też straszne szkodniki. W ubiegłym roku bardzo zasmakowały im nasze warzywa i to do tego stopnia, że na przykład fasolki szparagowej nie dane nam było spróbować w ogóle, bo każdy zawiązany strączek niemal natychmiast znajdowała i zjadała zwinna łania, buraczki i pietruszka musiały sobie radzić bez natki, która notorycznie była przez sarnie zęby skracana do minimum.
Teraz warzywa nie rosną, więc szkód w tych uprawach nie ma, ale w poszukiwaniu czegoś smacznego do jedzenia zwierzęta odnalazły…. pole lawendy.

I niestety szkody czynią straszne!
Każdego dnia trzeba od nowa posadzić 10-15 sadzonek! Nie żeby je zjadały, ale zapach je przyciąga i próbują, a że jest niezjadliwe to wyrzucają kilka metrów dalej. Wygląda to więc tak, że jak idziemy na pole to po kilkunastu sadzonkach są tylko dziury w ziemi, a sadzonek trzeba szukać po polu i posadzić jak najszybciej na swoje rządki, żeby korzonki im nie obeschły/nie obmarzły.




Inaczej rzecz się ma z łosiem. Ten nie próbuje jeść lawendy, ale kiedy przejdzie przez pole, to miejsca w których przeszedł pozbawione są sadzonek a nawet wzniesionych rządków, bo duże ciężkie zwierze niszczy kopytami wszystko, co ma na drodze. W najlepszym wypadku kopytem wyrywa sadzonki, w najgorszym je miażdży.

Właśnie kończymy montować ogrodzenie całej działki. Będzie to tzw. siatka leśna, która nie będzie dla mieszkańców okolicznych pól i lasów jakąś straszną przeszkodą , ale jednak nieco im to utrudni plądrowanie naszych upraw.
